skip to Main Content

Założyciele

Ksiądz Klaudiusz Poullart des Places

„Jedno serce i jedna dusza” – oto życiowa dewiza Klaudiusza Poullart des Places, założyciela Zgromadzenia Ducha Świętego. Przeżył w kapłaństwie zaledwie 21 miesięcy. To wystarczyło, aby zaszczepić misyjnego ducha dziełu, które po 300 latach, liczy 3000 współbraci. Klaudiusz Franciszek Poullart des Places urodził się 26 lutego 1679 roku, w mieście Rennes we Francji, jako pierworodny syn Franciszka i Janiny z domu Le Meneust. Ojciec jego był adwokatem przy Parlamencie w Bretanii. Chrzest Klaudiusza odbył się już nazajutrz w kościele św. Piotra.

Pobożni rodzice ofiarowali go Najświętszej Maryi Pannie. Na cześć Maryi nosił białe ubranka, aż do siódmego roku życia. Jako siedmiolatek rozpoczął naukę w kolegium ojców jezuitów w Rennes. W kaplicy kolegium przyjął Pierwszą Komunię świętą i został przyjęty do Sodalicji Mariańskiej. Na zakończenie nauki w kolegium, jako najlepszy uczeń, piętnastoletni maturzysta, został wybrany do obrony tezy filozoficznej. Wykazał się kunsztem oratorskim, a w ten sposób odniósł wspaniały sukces w opinii uczonych z Rennes.

Podczas pobytu w kolegium w Rennes, zaprzyjaźnił się z Ludwikiem Grignion de Montfort. W 1690 roku rodzina Poullart przeniosła się na ulicę Saint Sauveur i zamieszkała w pobliżu rodziny Grignion de Montfort. W sąsiedztwie znajdował się kościół Zbawiciela. Tam widywano chłopców, jak modlili się razem. Mieli wspólne nabożeństwo do Matki Bożej Notre Dame des Miracles. W tym czasie rodzice Klaudiusza byli już bardzo bogaci, natomiast rodzice Ludwika należeli do ludzi naprawdę ubogich.
Od wczesnej młodości myślał, aby zostać kapłanem. Wiele przeszkód utrudniało mu podjęcie decyzji wstąpienia do seminarium duchownego. Najpierw on sam opierał się łasce Bożej.

Szukałeś mnie Panie – napisał w notatkach rekolekcyjnych – a ja uciekałem przed Tobą. Najpoważniejszą przeszkodę stanowili jego rodzice. Dla jedynego spadkobiercy fortuny, pragnęli bogatego ożenku i urzędu radcy w parlamencie bretońskim. Pod naciskiem rodziców musiał studiować prawo najpierw w Nantes, potem w Paryżu. Zdobył już stopień licencjata i nawet spróbował kariery prawnika. W roku 1696 odprawił rekolekcje, które stały się dla niego prawdziwym nawróceniem. Ukończył studia prawnicze i stanął przed życiowym wyborem.

W Paryżu podczas kilku dni skupienia powziął decyzję poświęcenia się Panu Bogu w kapłaństwie. Rodzice tym razem pozwolili mu rozpocząć studia teologiczne. Klaudiusz przeniósł się do Paryża, gdzie w latach 1701 do 1705 studiował w Kolegium Ludwika Wielkiego. Jeden z jego biografów podaje: „Przynajmniej pięć razy dziennie adorował Najświętszy Sakrament, wykorzystując na jedną z tych adoracji krótką przerwę, jaką miał między wykładami”. Tom VII z serii Gallia Christiana, który ukazał się w roku 1744 informuje nas, że Klaudiusz Poullart des Places miał w zwyczaju mawiać: „Kleryk pobożny, ale niewykształcony ślepy jest w swojej gorliwości, a kleryk wykształcony bez pobożności narażony jest na to, by zostać heretykiem i sprzeciwiać się Kościołowi”.

Młody Klaudiusz zachęcony przykładem księdza Bellier, zajął się organizowaniem pomocy ubogim studentom. Dostarczał im pieniędzy na opłacenie wyżywienia, a nawet mieszkania. Pragnął jednak uczynić dla nich coś więcej. W tym celu wynajął dom przy ulicy Cordiers. Zgromadził w nim najuboższych studentów. W Zesłanie Ducha Świętego 1703 roku dom ten przekształcił w Seminarium Świętego Ducha. Źródłem natchnienia, aby dzieło poświęcić Duchowi Świętemu, stał się kult Ducha Świętego, jaki szerzył w tym czasie misjonarz ludowy i wielki mistyk, ojciec Lallemant. Uczniowie ojca Lallemant krzewili żarliwie nabożeństwa do Ducha Świętego i zakładali Bractwa Ducha Świętego w parafiach w Rennes.

Podczas przerwy wakacyjnej w 1704 roku w okresie Bożego Narodzenia, Klaudiusz odbył rekolekcje w nowicjacie ojców jezuitów. Z jego notatek Refleksje nad przeszłością dowiadujemy się, że chciał porzucić kierownictwo swojej małej wspólnoty. Od początku tego roku przechodził bolesne doświadczenie duchowe, jedno z tych oczyszczeń, które przygotowuje świętych na drogę kontemplacji. Jednym słowem trzeba wyznać przed Bogiem – czytamy w jego notatkach – że jestem tylko człowiekiem, który jeszcze żyje, lecz który na pewno jest umarły, zwłaszcza, gdy porównam teraźniejszość z przeszłością. Niestety, pozostała mi tylko maska i cień dawnej pobożności.

Była to godzina próby. Kierownik duchowy wyjaśnił mu sens przeżywanego doświadczenia. Klaudiusz odzyskał wewnętrzny pokój. Od tego czasu posiadał łaskę kontemplacji, dar łez oraz stałe uczucie obecności Bożej, które nie opuściło go do końca. Odszedł za wcześnie Klaudiusz otrzymał diakonat 19 marca 1707 roku, a 17 grudnia 1707 roku został wyświecony na kapłana. Po ostrej zimie następnego roku ciężko zachorował. Umarł w opinii świętości 2 października 1709 roku w Paryżu.

Na własne życzenie został pochowany na cmentarzu parafii Saint Etienne we wspólnej mogile, gdzie składano ciała biedaków. Na początku XIX wieku jego szczątki zostały przeniesione do paryskich katakumb. Była to ostatnia lekcja pokory i umiłowania ubóstwa, jaką pozostawił swoim duchowym synom. Klaudiusz Poullart des Places przeżył swoje rekolekcje nawrócenia i pozostawił z tego okresu zapiski. Są to refleksje pisane z dnia na dzień, pod wpływem medytacji proponowanych przez kaznodzieję. Prawdopodobnie rekolekcje miały miejsce w Paryżu w nowicjacie ojców jezuitów na ulicy Pot-de-Fer pod kierownictwem duchowym ojca Sanadon.

Pewne jest, że właśnie wtedy młody prawnik postanowił swoje życie oddać na służbę Bogu. Zaistniała zdumiewająca sytuacja i nieprawdopodobna w naszych czasach: przełożony tego, co już we wszystkim przypomina seminarium duchowne, nie otrzymał jeszcze żadnych święceń i ma dopiero dwadzieścia cztery lata! Pod koniec 1704 roku odbył kolejne rekolekcje i właśnie w czasie tych dni pełnych przemyśleń napisał Refleksje nad przeszłością. Rękopis składa się z czterdziestu stron. Nie czekał na święcenia kapłańskie, aby nakreślić swojej wspólnocie reguły postępowania.

Zachowały się sześćdziesiąt cztery strony jego rękopisu noszącego tytuł Reguły ogólne i szczegółowe. Dostrzegamy w nich wierne zwierciadło codziennego życia świątobliwego Klaudiusza, aż do swojej przedwczesnej śmierci. Prawdę mówiąc rozmyślanie nad regulaminem nie jest atrakcyjne. W przypadku czterech ostatnich rozdziałów zalecam cierpliwość. Jednak czytając reguły napisane przez Klaudiusza Poullart des Places pamiętajmy, że był on prawnikiem, że doskonale rozumiał moc szczegółów, których siła polega na tym, aby nie zostawić nigdzie żadnej niejasności, co sprawia często wrażenie pewnej drobiazgowości.

Trzeba mieć też na uwadze fakt, że reguły te pisane były dla studentów, z których większość w początkowym okresie nie znała zasad życia wspólnotowego. Przesłanie Klaudiusza Poullart des Places jest nadzwyczaj aktualne, chociaż może nas czasem zbić z tropu siedemnastowieczny język. Dziś w 60 krajach na całym świecie żyją misjonarze ze Zgromadzenia Ducha Świętego, których wciąż inspiruje duch Założyciela.

Ojciec Franciszek Libermann

Życiowa dewiza konwertyty sługi Bożego ojca Franciszka Libermanna – „Święci posłani są przez Boga, aby czynić świętych”. To przesłanie powierzam Tobie, który bierzesz teraz w swoje ręce ten cenny skarb z duchowości libermańskiej, aby każdego dnia posłuszny natchnieniom Ducha Świętego stawać się świętym.

Formować uczniów na wzór Mistrza było jego największym pragnieniem. Mając bogate doświadczenie w kierownictwie duchowym doprowadził wiele dusz do zjednoczenia z Bogiem. Jednak nie zrozumiesz czynów i słów tego świątobliwego człowieka, jeśli wpierw nie uklękniesz i w takiej pokornej postawie będziesz rozważał te rekolekcje.

franciszek-libermann„Ojciec Libermann jest wielkim człowiekiem Bożym. Duchacze z pewnością będą starali się przez swoje modlitwy wyprosić z nieba jeden cud konieczny do jego beatyfikacji” – słowa Jana Pawła II skierowane w 1982 roku do misjonarzy ze Zgromadzenia Ducha Świętego zdecydowanie ożywiły w ostatnim czasie zainteresowanie osobą i dziełem sługi Bożego. Jeden z jego biografów ksiądz Piotr Blanchard nazywa go „największym mistykiem w Kościele w XIX wieku”.

Jakub Libermann urodził się 12 kwietnia 1802 roku w Saverne, jako piąty syn alzackiego rabina Lazara Libermanna. Ojciec Jakuba otrzymał swoje wykształcenie w Polsce, gdzie przebywali jego przodkowie. W latach 1778-1788 studiował w Wyższej Szkole Talmudycznej w Lublinie. Będąc rabinem gminy żydowskiej w Saverne, przygotowywał najstarszego syna Samsona i Jakuba na swoich następców. Z powodu poważnego kryzysu religijnego we wspólnocie żydowskiej w Strasburgu doszło do głośnych nawróceń na katolicyzm rabina Dawida Dracha, Teodora i Alfonsa Ratisbonne, a przede wszystkim Samsona Libermanna ( 1790-1860 ). Wszystkie te wydarzenia wstrząsnęły Jakubem.

Najstarszy brat Samson osiągnął najwyższy stopień nauk talmudycznych i przeniósł się na medycynę do Strasburga, zostając po ukończeniu studiów lekarzem. Gdy dotarła do Saverne wiadomość o chrzcie najstarszego syna Samsona, cała rodzina przywdziała żałobę, a rabin Lazar był zdruzgotany. Nie wiedział jeszcze, że tylko córka wytrwa w wierze ojców, a wszystkich sześciu synów przejdzie na katolicyzm. Ojciec zajął się teraz szczególnie Jakubem pokładając w nim całą swą nadzieję. Wysyła go do Wyższej Szkoły Talmudycznej w Metzu, aby ukończył studia hebrajskie i uzyskał dyplom rabina.

W Metz przeżywa Jakub pierwszy kryzys, powstają w nim wątpliwości natury filozoficznej i religijnej. Szukając rozwiązania swoich trudności, zabiera się do czytania Emila Rousseau. „Dzieło to – jak napisze – zdolne podkopać wiarę wierzącego, stało się jednym z tych środków, jakimi Bóg wskazał mi prawdziwą wiarę ”. Podczas pobytu w Metzu dowiaduje się o przejściu na katolicyzm dwóch swoich braci Feliksa i Samuela, którzy w Paryżu w Wielką Sobotę 1826 roku przyjęli chrzest. Już od 1824 roku, gdy uczęszczał do szkoły w Metzu, zauważono u niego jakieś nerwowe tiki. Po powrocie do Saverne otrzymuje specjalną zgodę ojca na wyjazd do Paryża, aby ukończyć studia. W Paryżu przechodzi ostatni swój kryzys i w ciężkiej walce duchowej prosi Boga o światło wiary.

By zdecydować o swoim przejściu na katolicyzm, zamknął się w odosobnionym pokoiku w konwikcie przy Kolegium Stanisława Leszczyńskiego. „Był to dla mnie – napisze później – moment wielkiego cierpienia. Wielkie osamotnienie, widok pokoiku rozjaśnionego światłem maleńkiego okna, myśl o rozłące z rodziną, przyjaciółmi, ojczyzną – wszystko to pogrążało mą duszę w rozpaczy. Moje serce coraz bardziej zatapiało się w dojmującym smutku. Wówczas to myślami zwróciłem się do Boga moich ojców i rzuciłem się na kolana błagając Go, by pozwolił mi rozeznać prawdziwą religię. Prosiłem Go, by mi wskazał, czy wiara katolicka jest prawdziwa, a jeżeli nie – aby mnie przed nią uchronił. Bóg Ojciec, który jest bliski tym, którzy Go przyzywają z głębi serca, usłyszał moją prośbę. Nagle światło wstąpiło do mojej duszy. Wiara opanowała mój rozum i serce.

W wigilię Bożego Narodzenia 1826 roku otrzymuje chrzest święty z rąk księdza Augé w kaplicy Kolegium Stanisława w Paryżu, przyjmując imiona Franciszek Maria Paweł. Po chrzcie św. podczas Mszy św. przystąpił do pierwszej Komunii św., a w dzień Zmartwychwstania Pańskiego 1827 roku arcybiskup Paryża udzielił mu sakramentu bierzmowania. Libermann wyznał, że w czasie ceremonii chrztu św. odczuwał wyraźnie, jak został uwolniony od ducha ciemności. Ogarnęło go coś w rodzaju ekstazy: poczuł się jakby skąpany w nadprzyrodzonym świetle i cieple. Pod wpływem tego światła złożył Bogu obietnicę, że poświęci się kapłaństwu.

Dawid Drach, nawrócony żyd, który przyjął chrzest w 1823 roku, późniejszy bibliotekarz Kongregacji Rozkrzewiania Wiary w Rzymie, przypomniał ze wzruszeniem, jak młody Libermann pochłaniał pierwsze prawdy wiary. „ Podobny był do rozpalonego kamienia, który pochłania polewaną nań wodę. Tylko Bóg sam mógł napełnić tę duszę podobną wiarą, pobożnością i żywym światłem, którym odtąd płonął. Więcej: odczuwało się w nim obecność ożywiającego Ducha, którym Bóg obdarza swych wybranych”. Po latach Libermann, mówiąc o tej godzinie oświecenia, wyznał: „ Nagle znikły wszystkie me wątpliwości i obawy… a gdy woda chrztu świętego spłynęła po mej żydowskiej głowie, od razu pokochałem Maryję, której przedtem nienawidziłem”. Od tego momentu Maryja zastąpiła mu rodzoną matkę.

Wkrótce po swoim chrzcie uległ pierwszemu atakowi. Nerwowe wstrząsy przybrały formę kryzysów epileptycznych. Po krótkim pobycie w Kolegium Stanisława Leszczyńskiego wstępuje do Wyższego Seminarium św. Sulpicjusza w Paryżu. Tu przebywa do roku 1831, kiedy to na skutek ataków epilepsji możliwość święceń kapłańskich została przekreślona i w drodze łaski pozwolono mu wyjechać do niższego seminarium w Issy pod Paryżem. Kiedy jego ojca, starego rabina poinformowano o nawróceniu syna, napisał do niego list, w którym z niepohamowaną gwałtownością obrzucił go wszystkimi przekleństwami Izraela, zaznaczając, że odtąd zostaje odtrącony od rodziny.

Przez długi okres czasu biedny seminarzysta będzie przygnębiony. Z całą pewnością przekleństwo ojca stało się zalążkiem jego fizycznego załamania. W połowie marca 1829 roku, w przeddzień jego święceń subdiakonatu doznał ataku epilepsji, po którym nastąpiło pięć innych w latach 1829 – 1831. Franciszek Libermann funkcjonował w tym czasie jako ”pozaramowy” kleryk. Ponieważ przełożony eudystów, Louis de La Morinière szukał ojca duchownego dla nowicjatu swego Towarzystwa, ksiądz Mollevault polecił mu Libermanna, który dał się namówić, nie widząc jednak w tym wyraźnie woli Bożej. Przybył do Rennes w sierpniu 1837 roku.

Zaczął się wtedy dla niego okres okropnego oczyszczenia. Obejmuje funkcję mistrza nowicjuszów ojców eudystów. Jeden z nowicjuszy z Rennes opowiada, że pewnego dnia Libermann upadł na skutek ataku w obecności nowicjuszów i profesorów. „Widzieliśmy, jak przez trzy godziny leżał, szamocąc się, z pianą na ustach, pod ciosami tej strasznej choroby”.

We wrześniu 1838 roku kreolczyk z wyspy La Reunion, Fryderyk Le Vavasseur (1811-1882), syn właściciela niewolników, mówił mu o ewangelizacji czarnych na jego rodzimej wyspie. Pod koniec października 1839 roku Libermann zrozumiał, że Duch Święty wzywał go do ”dzieła czarnych”. W Rennes podejmuje decyzję założenia misyjnego zgromadzenia. Pierwszego grudnia opuścił Rennes wraz z alumnem Maxime de La Brunière, udając się do Rzymu, aby zbadać autentyczność tego wezwania Bożego. W marcu 1840 roku Libermann przedkłada Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, Memoriał o dziele ewangelizacji Afryki.

Po wnikliwym zbadaniu Memoriału ksiądz kardynał Giacomo Filipo Fransoni (1775-1856), prefekt Propagandy, w liście z dnia 6 czerwca zachęcał Libermanna, lecz wpierw miał zostać księdzem. Pisze ojciec Leon Leloir: „Nie można sobie wyobrazić większej wiary jak ta, która była potrzebna 38 letniemu klerykowi, aby udać się do Rzymu w roku 1840 i nie będąc jeszcze kapłanem ani nie mając nadziei pozostania nim, przedstawić kardynałom Kurii Rzymskiej projekt założenia zgromadzenia”.

Zawierzając Opatrzności Bożej Libermann spotkał się w Rzymie 17 stycznia podczas audiencji z papieżem Grzegorzem XVI. Dawid Drach, który był obecny na audiencji podaje szczegóły tego spotkania: ”Ojciec święty położył rękę na głowie Libermanna i przycisnął ją z widocznym wzruszeniem. Gdy odszedł, papież zapytał mnie wzruszonym głosem: Kto to jest ten, którego głowy dotknąłem? W kilku słowach opowiedziałem Jego Świątobliwości historię neofity, a Grzegorz XVI powiedział wtedy dosłownie: – To będzie święty!”.

Z tego czasu zachował się list Libermanna do jednego z jego przyjaciół, ks. Dupont, z 17 sierpnia 1840 roku: „Trudności, które przedstawiasz, są wielkie, ale nie rozumiem, w jaki sposób człowiek mający choć trochę wiary może się nimi zrażać? Co by stało się z Kościołem, gdyby rządzący nim podejmowali się tylko łatwych rzeczy? Święty Piotr i św. Jan pozostaliby nadal rybakami na Jeziorze Tyberiadzkim, a św. Paweł nie opuściłby Jerozolimy. Rozumiem, że człowiek, który uważa się nawet za coś wielkiego, ale który liczy tylko na własne siły, może zatrzymać się przed przeszkodą. Lecz jeśli opiera się na Boskim Mistrzu, jaka trudność może go zastraszyć? To tylko mur na naszej drodze mógłby nas zatrzymać. A nawet i w tym wypadku stajemy przed murem i czekamy z cierpliwością i nadzieją, że powstanie w nim w końcu jakiś wyłom, który ułatwi nam przejście i pójdziemy dalej, jakby żadna trudność nie zaistniała ”.

Przedłużając pobyt w Rzymie, alumn Libermann pisze Komentarz do Ewangelii św. Jana, układa Regułę Tymczasową dla nowego zgromadzenia. Po zwykłych roztropnych zwlekaniach zachęciła go Kongregacja Rozkrzewiania Wiary do utworzenia Zgromadzenia Misjonarzy Niepokalanego Serca Maryi. W tym czasie odbył pieszo pielgrzymkę do Loretto. Matce Bożej Loretańskiej będzie przypisywał swoje uzdrowienie. Jego zdrowie polepszyło się, ale według oświadczenia rodzonego brata, doktora Libermanna : „Jeśli po pielgrzymce do Loreto w ciągu ostatnich dziesięciu lat jego życia nerwy się uspokoiły, to zamęczały go ustawiczne bóle wątroby, żołądka i wnętrzności… jego rysy pomarszczyły się, a oblicze pokryło się trupią bladością”.

W styczniu 1841 roku opuszcza Rzym i udaje się do Strasburga. Wstępuje do seminarium i otrzymuje subdiakonat 5 czerwca, a diakonat 8 sierpnia. Upragnione święcenia kapłańskie Franciszek Maria Paweł Libermann otrzymał w dniu 18 września 1841 roku w Amiens. Święceń udzielił mu ksiądz biskup Jean Marie Mioland. W kilka dni później ksiądz Libermann otwiera pierwszy dom nowicjatu Zgromadzenia Niepokalanego Serca Maryi w La Neuville niedaleko Amiens. Niebawem pierwsi misjonarze udają się na wyspy Mauritius, Bourbon, Haiti oraz na zachodnie wybrzeże Afryki, a nawet do Australii.

Libermann określa charyzmat swojego zgromadzenia: „Jestem głęboko przekonany, że Opatrzność Boża powierzyła nam misje tak trudne i niebezpieczne. Uprzytomnijmy sobie, że jesteśmy ostatnimi w Kościele Bożym, ostatnimi spomiędzy sług Jego. Dlatego nie mamy prawa uskarżać się. Jesteśmy szmaciarzami Kościoła. Bierzemy tylko to, czego inni już nie chcą, bo na nic lepszego nie zasługujemy. W roku 1848 zgromadzenie ojca Libermanna połączyło się z członkami dawnego Seminarium Ducha Świętego. Od tego czasu dwa połączone zgromadzenia znane są jako Zgromadzenie Ducha Świętego pod opieką Niepokalanego Serca Maryi.

Libermann został w Paryżu przełożonym generalnym Zgromadzenia Ducha Świętego. Został również mianowany rektorem seminarium w Paryżu, przygotowującego kapłanów dla kolonii francuskich. Seminarium pod kierunkiem ojca Libermanna stało się twierdzą studiów rzymskich. Ojciec Franciszek Libermann zmarł 2 lutego 1852 roku po długotrwałej chorobie raka żołądka.
W roku 1886 Kongregacja Rytów dekretem uznała jego pisma za zgodne z nauką Kościoła. Konsultorzy rzymscy, którym powierzono zbadanie pism ojca Libermanna stwierdzili, że „rzadko zdarza się, żeby pisma przyszłych błogosławionych pod każdym względem były bez błędu”.

Papież Pius X dnia 19 czerwca 1910 roku ogłosił dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego i odtąd ojcu Libermannowi przysługuje tytuł Świątobliwego. Wszystkim misjonarzom ze Zgromadzenia Ducha Świętego głęboko zapadły w serca słowa świętego Piusa X, papieża: „Będzie on pierwszym żydem od czasów apostołów, którego Kościół wyniesie na ołtarze i w aureoli chwały umieści w słonecznych witrażach swych świątyń”.

„W duchowości libermańskiej cierpienie jest jego ulubionym środkiem – pisze ojciec Leloir. – On sam tak dużo wycierpiał. Czy nie mógł formować zgromadzenia według swojego wzoru i zalecać mu szczególnie to, co jemu samemu najwięcej przyniosło korzyści? Nigdy nie można dokonać wielkich dzieł bez cierpienia. Aby ziemia plon wydała, należy ją głęboko przeorać”.

Świątobliwy Libermann cierpiał przez całe swoje życie. Miał problemy z przewodem pokarmowym i doznał wielu cierpień z powodu wątroby, które często powodowały przykre migreny, ale wyznał: „Jestem człowiekiem ukrzyżowanym. W jakąkolwiek stronę byłbym się zwrócił, znajdowałem jedynie krzyże i cierpienia. Mam słabe ciało, trzeba starać się je wlec, aż do końca”. Dotknięty do głębi cierpieniem w swym organizmie, zachował z tych kryzysów epileptycznych bardzo wielką wrażliwość na cierpienie fizyczne. Bóle głowy nazywał ”swoją ukochaną migreną”. „To dobra towarzyszka – pisał pod koniec swojego życia – skoro tak często mnie odwiedza”.

Świątobliwy ojciec Libermann był świadomy swojego szczególnego powołania. Kiedy w 1845 roku o. Le Vavasseur przybył na wyspę Mauritius, przeraził się stanem zdrowia swojego współbrata ojca Jakuba Lavala (1803-1864). Prosił zatem ojca Libermanna, aby użył swej władzy w celu ratowania go. „Gdyby tutaj Pan Bóg nie wkroczył – odpowiedział przełożony – to w takich warunkach ten święty człowiek nie mógłby żyć. Pozwólmy mu tak czynić”. Poprzez beatyfikację ojca Jakuba Lavala, której jako pierwszej w pontyfikacie dokonał Papież Jan Paweł II w Rzymie 29 kwietnia 1979 roku, ogłaszając Błogosławionego patronem swojego pontyfikatu, Kościół uznał owocność drogi wyznaczonej przez sługę Bożego ojca Franciszka Libermanna.

Back To Top